Niedługo sesja – czyściec każdego studenta, czas pokuty za grzechy lenistwa, pychy… Sąd ostateczny. Jeśli czujecie się zmęczeni i marzycie o chwili relaksu – zapraszam Was do zapoznania się z płytą “Live” nagraną przez trio składające się z Leszka Możdżera, Larsa Danielssona, Zohara Fresco. Na to dwupłytowe wydawnictwo składa się płyta CD z koncertem nagranym w Fabryce Trzciny, a także płyta DVD z koncertami, które odbyły się we wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych i w Filharmonii Gdańskiej.
Dlaczego warto posłuchać tych płyt? Zostawmy to, co pisze się o Możdżerze, że tworzy inteligentny i przystępny jazz, że pracuje z najlepszymi muzykami (w końcu nazwiska Danielsson, Fresco, czy Jopek mówią same za siebie), a poza tym jest po prostu bardzo przystojnym i charyzmatycznym facetem. To wszystko nie ma znaczenia, tym bardziej, że słuchanie Możdżera to pewien snobizm (pewnie dlatego, że nijak nie można go porównać do Rubika
). Zapomnijmy o tym wszystkim i skupmy się na muzyce, a ta warta jest uwagi…
W tej płycie (a raczej płytach) najpiękniejsza jest świeżość, lekkość i mądrość. Tak, właśnie mądrość. Improwizacje są lekkie i dobrze zagrane. Każdy dźwięk jest istotny. Można zamknąć oczy i zatopić się w dźwiękach całego świata – bo usłyszymy tutaj brzmienia Afryki, orientalizm Azji, amerykański jazz, europejską klasykę, a także fantazję Słowian. Kompozycje są bezpretensjonalne, muzycy tworzą paczkę dobrych przyjaciół, dzięki czemu żaden z instrumentów nie dominuje – wręcz przeciwnie, wszytko tutaj jest na swoim miejscu, jak w dobrze skomponowanym deserze. Nie ma przepychu, nadęcia, udziwnień, nikt nas nie katuje przekombinowanymi solówkami. Panuje przyjemny i błogi spokój. Ja zaś najbardziej cenię ostatni utwór o swojsko brzmiącym tytule ” Smells like teen spirit”. Tak, Nirvana bez słów brzmi równie magicznie…
Nie sądziłam, że jestem w stanie napisać tak pozytywną recenzję. Obiecuję, że to ostatni raz
Póki co wracam do pracy i Możdżera, może w ten sposób uda się oddalić Dzień Ostateczny